e-lubelskie

Owczarnia 4 maja 1944 roku

Oceń ten artykuł
(1 głos)
Dział:: II wojna światowa

Armia Ludowa była słabą organizacją na terenie kraju (w ogóle nie istniała w połowie województw), ale w zachodniej części Lubelszczyzny była silna. Wiosną i latem 1944 roku właśnie na tych terenach skupiała się połowa AL-owskich oddziałów partyzanckich. O wiele silniejsza niż gdzie indziej, Armia Ludowa była tu też najbardziej agresywna. I nie tylko w stosunku do Niemców, ale, być może przede wszystkim, w stosunku do tzw. „reakcji”.

Jednym z najsilniejszych i najbardziej agresywnych oddziałów partyzanckich AL był oddział Bogusława Kowalskiego vel Kaźmieraka („Cienia”), który od pewnego czasu prowadził „walkę z reakcją”. Al-owcy staczali walki z Narodowymi Siłami Zbrojnymi, mordowali cywilów, często też pojedynczych żołnierzy Armii Krajowej i innych podziemnych organizacji. Brak zdecydowanej reakcji ze strony AK, której komenda główna za wszelką cenę starała się uniknąć wojny domowej, powodował jeszcze większe rozzuchwalenie Al-owskich watażków, w tym także „Cienia”.
Kiedy jednak „Cieniowcy” zaatakowali zwarty oddział partyzancki AK okazało się, że trafiła kosa na kamień. Zaatakowani żołnierze podporucznika Zielińskiego (który w tym czasie dowodził oddziałem „Hektora”) natychmiast zajęli stanowiska bojowe i odpowiedzieli ogniem. Mimo że 80 Alowców posiadało dwukrotną przewagę liczebną, to właśnie oni zaczęli ponosić większe straty. Po stracie trzech zabitych i kilku rannych, AL-owcy zaczęli krzyczeć, że starcie to pomyłka, że „tu polska partyzantka”. Kiedy ucichły strzały, Kaźmierak „Cień” podszedł do dowódcy Akowców, Zielińskiego, by „wyjaśnić nieporozumienie” i „pogodzić oddziały”. Opuścili swoje stanowiska pozostali żołnierze AK. „Cień” podszedł do „Moczara” i z najbliższej odległości strzelił mu w głowę, zabijając go na miejscu. Strzał był najwyraźniej uzgodnionym przedtem sygnałem do masakry: AL-owcy natychmiast, z całej posiadanej broni, oddali salwę w kierunku pozostałych żołnierzy AK. Zginęło 18 z nich, przeżyli ci, którzy ratowali się ucieczką.

Dopiero teraz dowództwo Armii Krajowej postanowiło odpowiednio zareagować. Został wydany rozkaz likwidacji oddziału „Cienia”, ale wobec szybkiego nadejścia Armii Czerwonej nie został wykonany (oddział „Cienia” tylko dwa razy został zaatakowany przez AK, jedno starcie przegrał, a drugie wygrał, jednak obie walki oddział przetrwał). Kowalski – Kaźmierak, choć w warunkach okupacyjnych został początkowo skrytykowany przez niektórych dowódców AL, w PRL-u zrobił karierę wojskową (choć nie wszystkim komunistom wyszło to na zdrowie – bandyckie nawyki pozostały i „Cień” zastrzelił też dwóch Ubeków.

PS
Dowódca zmasakrowanego zdradziecko oddziału, podporucznik Mieczysław Zieliński „Moczar” (nie mylić z Mieczysławem Moczarem!) uczył przed wojną w nałęczowskiej Szkole Powszechnej.

Stan ten zmieniają, miejmy nadzieję, działania podjęte z inicjatywy grupki kombatantów na czele z Władysławem Walczakiem z Bochotnicy, wsparte przez kilku nauczycieli z nałęczowskiego „Plastyka” (wśród nich Bodan Pecio, nauczyciel historii, Adam Wójcik, i Zbigniew Strzyżyński). Ludzie ci planują upamiętnienie postaci ppor. Zielińskiego przez ustawienie monumentu w okolicy dzisiejszej szkoły podstawowej. Projekt monumentu zobowiązał się wykonać Zbigniew Strzyżyński.

Czytany 1856 razy Ostatnio zmieniany piątek, 02 sierpień 2013 21:09

Na twitterze